Informator

WESOŁYCH ŚWIĄT!

kwiecień 03, 2021
Informator

Zanim zobaczysz na żywo - film w 4k

marzec 26, 2021
WAITOMO CAVES
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 15 marca

marzec 15, 2021
Zdarzyło się dzisiaj...
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 11 marca

marzec 11, 2021
Zdarzyło się dzisiaj...
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 03 marca

marzec 03, 2021
Wydarzyło się...
LITERATURA - Receznje

Miłość w czasach zarazy - Gabriel García Márquez

luty 02, 2021
Zdecydowanie widać rękę mistrza. Chyba tym można odróżnić naprawdę świetnych pisarzy od całej reszty. Potęgą wyobraźni, odwagą, umiejętności podania kapitalnej historii w cudownej formie. Bo język tej książki to mistrzostwo samo w sobie.
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 27 stycznia

styczeń 27, 2021
Wydarzyło się 27 stycznia...
Kalendarium

Kopia Kalendarium Radia Istebna - 20 stycznia

styczeń 20, 2021
Zobacz co wydarzyło się 20 stycznia.
Informator

Kalejdoskop Radia Istebna - 17.01.2021

styczeń 13, 2021
Pierwszy tegoroczny Kalejdoskop, a w nim rozmowa z pięcioma nietuzinkowymi goścmi. - Lucyną Ligocką-Kohut - Fundacja Koronki Koniakowskiej - prof. dr hab. Ernest Zawada - Dziekan ATH i malarz - Monika Kuczek - managerka muzyczna - Robert Gałka - autor…

Leonard Kamiński Gabriel.

Mowa pogrzebowa Marilyn Monroe.

Kiedy moja matka wypluwając płuca
zdmuchiwała  pięćdziesiątą drugą 
urodzinową świeczkę,
ja w różowym Cadillacu,
z małym tortem na dłoni, mówiłam,  
patrząc na jedną świecę:
Oto moje całe życie.
A tak jestem tylko wielką karlicą z Long Island. 
To złudzenie, że obiektyw dodawał mi ciała. 
Nie jestem rzeczywista,  tylko urodziła mnie rzeka, 
wychowałam się pod mostem Golden Gate.
Kolekcjonowałam ból, nie wierzycie, ale tak było;
w każdej obłej pastylce "rozpuszczałam" go w sobie. A on
wypełniał moje ciało od stóp do głowy. To mój podręczny Czyściec
- to lepsze niż otwierać ciało
i rozdawać siebie pod postacią filmowych klatek. 
Wszystkie moje fobie zamknęłam w naparstku.

Byłam pramatką waszych marzeń, praojcem waszych klęsk.
Chodziłam po pokoju od ściany do ściany, liczyłam,
zapominałam, potem zaczynałam od początku.
To było jak w transie, bez odpoczynku. Pamiętajcie, jak w tym
filmie "Czyż nie dobija się koni" albo "Do utraty tchu".
Znałam te filmy na pamięć, żyłam tylko na taśmie filmowej.
Poza nią malałam w oczach jak stopklatka. Wy oglądaliście
tylko moją kliszę, najczęściej prześwietloną...
Jak można było inaczej uciec, jak nie w historie opowiadane
na filmowym planie. I tak nie uwierzylibyście
w prawdę. Była nieciekawa, czarno-biała; taka sama
w poniedziałek, jak i w niedzielę. 
Nie, nie chciałam was okłamywać, moja matka nie
opowiadała mi bajek, nie znam wyobraźni na wylot,
nie umiem pisać pod dyktando, uśmiechać się pod publiczkę.
Ta, która to robiła za mnie, powstała w paramount studio,
wśród innych dekoracji, nie grała nawet głównej roli. Miałam
dublerkę. Nie wierzycie, przypatrzcie się moim oczom; są
puste, mam duże dłonie, musiałam je ukrywać. Sama
też się ukrywałam, od pierwszego dnia.
Teraz stoję przed wami, może leżę - 
wybierzcie, którąś z tych opcji.
Tu i tak mnie nie ma, w tym ciele, w tej ziemi...to jeszcze
jedno złudzenie...

Ja żyję, w każdym z was, boicie się do tego przyznać?
Nie martwcie się, będę cicho, tak jak kazała mi matka,
przestanę oddychać, ale tylko na moment. To ta chwila,
kiedy przychodzimy na świat, przestraszeni,
niepewni, śmieszni, spuchnięci. Nagle
dostajemy klapsa i od razu musimy reagować.
Inaczej będziemy bez klasy, bez miłości,
zostaje nam tylko gra, wieczna
nieśmiertelna gra.

 

21.07/25/08/2011

Komentuj

Zaloguj się, by skomentować