LITERATURA - Receznje

Piotr Kościelny "Zwierz"

lipiec 15, 2020
Mam bardzo mieszane uczucia. Ona jest w mojej opinii i dobra i zła.
Informator

Ożywianie obrazów dzięki sztucznej inteligencji – DeepFake.

lipiec 09, 2020
Czy zdajecie sobie sprawę, że powoli zbliża się dzień, kiedy w stare zdjęcia z albumów babci tchniemy nowe życie?
Informator

Twarz jak dzieło sztuki

lipiec 03, 2020
Nie do wiary, co można zrobić ze swoją twarzą.
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna 2 lipiec

lipiec 02, 2020
Zdarzyło się...
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 29 czerwiec

czerwiec 29, 2020
Wydarzyło się...
LITERATURA - Receznje

Anna Kamińska "Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak"

czerwiec 29, 2020
Piękna. W swojej prostocie, nie doszukiwaniu się i skupianiu na skandalach, opowieść o niezwykłej kobiecie, postaci niejednoznacznej tak w świecie nauki jak i w środowisku, w którym żyła.

Adam Asnyk.

Marzenie poranne. 

Siedziała w ogrodzie w półświetle, w półcieniu,

Przy blasku wschodzącej jutrzenki,

Wśród ciszy porannej oddana marzeniu,

Słuchając słowika piosenki.

 

Marzyła o szczęściu, miłości - tak trocha,

Bo o czymże można by innym?

Wszak każda dziewczyna, choć jeszcze nie kocha,

Marzeniem się bawi niewinnym.

 

Tęsknota, niepokój i dziwne żądania

Nieznanych a słodkich upojeń

Budziły w jej sercu odblaskiem świtania

Girlandy tęczowych urojeń.

 

I piła skwapliwie te wonie, te fale

Powietrza, co pierś jej wznosiły,

I mocniej błyszczały jej ustek korale

I żywiej się oczy paliły.

 

Patrzała na kwiaty, co jasne z uśmiechem

Skłaniały kielichy miłośnie,

I dzieląc się wonnym rozkoszy oddechem,

Szeptały o szczęściu i wiośnie.

 

Widziała konwalię dziewiczą, jak drżała,

Łzy lejąc z drobnego kielicha,

W objęciach wietrzyka, a choć tak nieśmiała,

Jednakże coś pragnie i wzdycha.

 

A dalej narcyzy tak piękne, urocze...

Że muszą samotne pozostać,

Więc główki zwiesiły nad wody przeźrocze,

Ścigając odbitą w niej postać.

 

Tam znowu fijołki, kryjące się w trawie;

Tak dobrze tej cichej rodzinie!

Nie myśli o próżnej wielkości i sławie,

Lecz żyje dla siebie jedynie.

 

Tak marząc o kwiatach i tonąc w marzeniach,

Oparła na ręku swą głowę

I chmurki śledziła w słonecznych promieniach

To srebrne, to znowu różowe.

 

Wtem widzi zdziwiona: że z słońca promieni

W jej oczach gmach staje złocisty,

Z kopułą szafirów, z ścianami z zieleni,

A cały jak kryształ przejrzysty.

 

Kolumny - to palmy splecione w arkady

Przez liany i bluszcze wiszące,

Schodami - srebrzyste ściekają kaskady,

Posadzką - mozajki kwitnące.

 

I widzi strwożona, jak kwiatów kielichy

Ludzkimi ją mierzą oczami,

I widzi rój sylfów skrzydlaty i cichy -

Jak igra w powietrzu z tęczami.

 

A jeden z narcyzów rosami wilgotny

W pięknego młodzieńca się zmienia,

Lecz skrzydeł nie dostał i usiadł samotny

Nad brzegiem srebrnego strumienia.

 

I widzi wzruszona, jak wiatrom się skarży:

Że nie ma na świecie nikogo...

I słyszy westchnienia i w myślach się waży,

A tak jej smutno i błogo.

 

Nad litość nic nie ma na ziemi świętszego,

Więc litość skłoniła dziewczynę,

Że wstała powoli i poszła do niego

Zapytać o smutku przyczynę.

 

Słyszała jak przez sen wyrazy namiętne,

Co śpiewnym pieściły ją echem,

I oczy widziała tak piękne a smętne,

Że odejść byłoby, ach! grzechem.

 

Słyszała, jak mówił: "Ty jesteś wybraną,

By nowe ukazać mi życie

I duszę na wieczną tęsknotę skazaną

W niebiańskim pogrążyć zachwycie.

 

Ty jedna! ach! możesz, na ziemi ty jedna!

Otworzyć mi nieba podwoje,

Twa miłość nam władzę cudowną wyjedna,

I skrzydła dostaniem oboje".

 

To wszystko słyszała jak w sennym marzeniu -

I uciec, i zostać by chciała,

Aż wreszcie uległa słodkiemu wzruszeniu

I rękę nieśmiało podała.

 

Podała - i nagle spostrzegła z podziwem,

Że lecą oboje dłoń w dłoni,

Złączeni swych skrzydeł tęczowym ogniwem

W obłoku jasności i woni.

 

A wszystko się przed nią roztapia w blask słońca,

Pierś samą oddycha rozkoszą,

Kraina cudowna, bez końca - bez końca,

A skrzydła ją w górę unoszą;

 

I płyną wciąż razem w błękitne etery

Po szlakach przestrzeni gwiaździstych,

A pieśni - nadziemskie śpiewają im sfery

O ducha pragnieniach wieczystych.

 

Więc czuje: że serce wyrywa się z łona,

Że nadmiar uczucia pierś tłoczy,

Wśród jasnych błękitów, gwiazd złotych, stęskniona

Na niego podniosła swe oczy.

 

I wzrokiem spoczęła w młodzieńca spojrzeniu,

Co ognia płynęło falami,

I w sennej ekstazy bezbrzeżnym pragnieniu

Ust jego dotknęła ustami.

 

Wtem wszystko przepada... i widzi, o dziwy -

Świat jasnych urojeń znikniony!

I siebie zmienioną w krzak brzydkiej pokrzywy,

A młodzian stał w oset zmieniony.

 

W rozpaczy i wstydzie chce płakać - nic zdoła;

Cóż będzie nieszczęsna robiła?

Wtem słyszy z radością, że matka ją woła,

I nagle się ze snu zbudziła -

 

I poszła zapytać do matki, co znaczy

Sen dziwny o takiej przygodzie.

A matka z uśmiechem swej córce tłumaczy,

 

Że marzyć nie trzeba w ogrodzie.

 

Obraz: Joan Brull „Marzenie„ 1905 

Komentuj

Więcej w tej kategorii: « Pablo Neruda. Pablo Neruda. »
Zaloguj się, by skomentować