LITERATURA - Receznje

Piotr Kościelny "Zwierz"

lipiec 15, 2020
Mam bardzo mieszane uczucia. Ona jest w mojej opinii i dobra i zła.
Informator

Ożywianie obrazów dzięki sztucznej inteligencji – DeepFake.

lipiec 09, 2020
Czy zdajecie sobie sprawę, że powoli zbliża się dzień, kiedy w stare zdjęcia z albumów babci tchniemy nowe życie?
Informator

Twarz jak dzieło sztuki

lipiec 03, 2020
Nie do wiary, co można zrobić ze swoją twarzą.
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna 2 lipiec

lipiec 02, 2020
Zdarzyło się...
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 29 czerwiec

czerwiec 29, 2020
Wydarzyło się...
LITERATURA - Receznje

Anna Kamińska "Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak"

czerwiec 29, 2020
Piękna. W swojej prostocie, nie doszukiwaniu się i skupianiu na skandalach, opowieść o niezwykłej kobiecie, postaci niejednoznacznej tak w świecie nauki jak i w środowisku, w którym żyła.

Fortepian Chopina - Cyprian Kamil Norwid

14 Sty 2019

DO ANTONIEGO C............

La musique est une chose étrange!
Byron
L'art?... c'est l'art - et puis, voila tout.
Béranger

 

I

1

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie

Niedocieczonego wątku — —

— Pełne jak mit,

Blade jak świt,

5

— Gdy życia koniec szepce do początku:

„Nie stargam cię ja — nie! — Ja, u-wydatnię!…”

II

Byłem u Ciebie w dni te przedostatnie,

Gdy podobniałeś — co chwila, co chwila —

Do upuszczonej przez Orfeja liry,

10

W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,

I rozmawiają z sobą struny cztéry,

Trącając się,

Po dwie — po dwie —

I szemrząc z cicha:

15

Zacząłże on

Uderzać w ton?…

Czy taki Mistrz!… że gra… choć odpycha?…”

III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!

Którego ręka… dla swojej białości

20

Alabastrowej — i wzięcia — i szyku —

I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro —

Mieszała mi się w oczach z klawiaturą

Z słoniowej kości…

I byłeś jako owa postać, którą

25

Z marmurów łona,

Niźli je kuto,

Odejma dłuto

Geniuszu, wiecznego Pigmaliona!

IV

30

A w tem, coś grał — i co? zmówił ton — i co? powié,

Choć inaczej się echa ustroją,

Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją

Wszelkiemu akordowi —

A w tem, coś grał, taka była prostota

35

Doskonałości Peryklejskiéj,

Jakby starożytna która Cnota,

W dom modrzewiowy wiejski

Wchodząc, rzekła do siebie:

Odrodziłam się w Niebie,

40

I stały mi się arfą — wrota,

Wstęgą — ścieżka

Hostię — przez blade widzę zboże

Emanuel już mieszka

Na Taborze!”

V

45

I była w tem Polska, od zenitu

Wszechdoskonałości dziejów

Wzięta, tęczą zachwytu — —

Polska — przemienionych kołodziejów!

Taż sama, zgoła,

50

Złoto-pszczoła!…

(Poznałciże bym ją na krańcach bytu!…)

VI

I — oto — pieśń skończyłeś — i już więcéj

Nie oglądam Cię — jedno — słyszę:

Coś?… jakby spór dziecięcy — —

55

— A to jeszcze kłócą się klawisze

O niedośpiewaną chęć:

I trącając się z cicha

Po ośm — po pięć —

Szemrzą: „Począłże grać? Czy nas odpycha??…”

VII

60

O Ty, co jesteś Miłości-profilem.

Któremu na imię Dopełnienie;

To — co w Sztuce mianują Stylem,

Iż przenika pieśń, kształci kamienie…

O! Ty — co się w Dziejach zowiesz Erą,

65

Gdzie zaś ani historii zenit jest,

Zwiesz się razem: Duchem i Literą

„consummatum est” —

O! Ty — Doskonałe-wypełnienie,

Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?… znak…

70

Czy w FidiaszuDawidzie, czy w Szopenie, —

Czy w Eschylesowej scenie.

Zawsze — zemści się na tobie: BRAK!

— Piętnem globu tego — niedostatek:

Dopełnienie?… go boli!…

75

On — rozpoczynać woli

I woli wyrzucać wciąż przed się — zadatek.

— Kłos?… gdy dojrzał, jak złoty kometa,

Ledwo że go wiew ruszy,

Deszcz pszenicznych ziarn prószy,

80

Sama go doskonałość rozmieta…

VIII

Oto — patrz, Fryderyku! To Warszawa:

Pod rozpłomienioną gwiazdą

Dziwnie jaskrawa — —

— Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:

85

Owdzie patrycjalne domy stare

Jak Pospolita-rzecz,

Bruki placów głuche i szare

I Zygmuntowy w chmurze miecz.

IX

Patrz!… Z zaułków w zaułki

90

Kaukaskie się konie rwą

Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki

Po sto — po sto — —

— Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,

95

Zapłonął znowu — — i oto pod ścianę

Widzę czoła ożałobionych wdów

Kolbami pchane — —

I znów widzę, acz dymem oślepian,

Jak przez ganku kolumny

100

Sprzęt podobny do trumny

Wydźwigają… runął… runął… — Twój fortepian!

X

Ten!… co Polskę głosił, od zenitu

Wszechdoskonałości Dziejów

Wziętą, hymnem zachwytu,

105

Polskę — przemienionych kołodziejów;

Ten sam — runął — na bruki z granitu!

— I oto: jak zacna myśl człowieka,

Poterany jest gniewami ludzi,

Lub jak — od wieka

110

Wieków — wszystko, co zbudzi!

I — oto — jak ciało Orfeja,

Tysiąc Pasyj rozdziera go w części,

A każda wyje: „Nie ja!…”

Nie ja!” — zębami chrzęści.

*

115

Lecz Ty — lecz ja? Uderzmy w sądne pienie,

Nawołując: „Ciesz się, późny wnuku!

Jękły — głuche kamienie:

Ideał — sięgnął bruku — —”.

Komentuj

Józef Michałek

Założyciel Radia Istebna.

kontakt: 515 533 522

Więcej w tej kategorii: DRZWI BEZ ZAMKA - Robert Frost »
Zaloguj się, by skomentować